Tradycja Wigilii Bożego Narodzenia

W wigilijny wieczór
Spłyną znów skoczne kolędy
witając małą Dziecinę
Ten wieczór przecież jest święty
połączy niejedną rodzinę
Kiedy położy na stole
matka kawałek opłatka
Aby się w chleb rozmnożył
dla Polski i dla świata
Może to gwiazda co stanie
nad polską ziemią wieczorem
Złączy się w jedną rodzinę
ta będzie jedności wzorem
Niech radość buchnie jak ogień
choć może zamiecie powieją
Abyśmy mogli iść w górę z wiarą,
miłością, nadzieją.
Maria Bednarz – poetka ludowa ze Sosnowic
Wilijo
„Pragnę pokrótce opisać czytelnikom obrzędy wiliji, jakie bywały w naszych wioskach
w początkach dwudziestego wieku. Już w przeddzień Andrzejek mówiono o wiliji. Dziołchy na wydaniu zrywały wiązki wiśni, wkładały do wody, przywiązywały kartecke ze swoim imieniem, ustawiały blisko pieca i cekały wiliji. Zwyczaj był taki i w to się wierzyło, cyja gałązka zakwitnie na wilijo to mo pewne świetnak wytanie. Gospodynie w Adwencie wiecorami robiły z bibuły i ze ździebeł słomy piękne pająki, które wisiały u stragarza albo przed obrazami w izdebce. Robiono przeróżne bukiety z bibuły, łańcuchy składane, gierlandy. Zdobiono ołtarzyk, który prawie w kozdy chałupie był z figurkami Matki Bożej. Przed obrazami, które wisiały na ścianie wiesano w zęby taki piękny łajcuch, robiono bukiety pod obrazy, na stoliku w izbie i izdebce przez cały rok stoł bukiet z bibuły. Starsze dziecka robiły z kolorowego papieru przeróżne ozdoby na drzewko, były takie piękne koszyczki, do których wkładano orzechy, łańcuchy, przeróżne ptoski. Karmeliki robione były z kolorowej bibuły, w którą łowijano kostki cukru.
Jak nie było cukru, to krajano w kostkę karpiela, łowijano najpierw papierem, żeby bibuła nie zmokła, na wierzch bibułką i takie karmeliki wisiały dokad drzewka nie rozebrali, bo dziecka nie obrywały.
Śnieg na drzewko robiono z białej bibuły. Już w trzecim tygodniu Adwentu gospodynie piekły ciostka na drzewko. Ciostka były różne, wycinano blaszanymi foremkami przeróżne zwierzątka, gwiozdki, księżyce, chowano je do pudełka i do wiliji odwilgły. Były w tych latach pryscydła i kręcone świycki. Drzewko było przyniesione z lasu przez łojca i tylko jodełka. Od samego rana w wilijo wszyscy mieli pełne ręce roboty. Gospodyni domu zajmowała się przyrządzaniem obiadu wilijnego. Gospodarz przygotowywał karmę dla bydła zwierząt na całe święta, robił kopy z kłósek. Były to dorodne kłóska żyta związane
w taki mały kobucek albo zrobiony świat. Kopę wiesano przed łobiadem u środkowego tragarza albo
u powały, a w święto Trzech Króli wynosono kopy do szopy. Posiłków na obiod przygotowywano dwanoście. Były to: siemionka ze struclom, zur z grzybami i zimnioki, kapusta z grochem, kluski z makiem i z miodem, kompot ze suszonych śliwek z makaronem, susorki z jabłek.”
Gwarowa opowieść autorstwa Marii Bednarz
o dawnych przedświątecznych zwyczajach.